JERZY ŁAPIŃSKI - JEDNO ZDJĘCIE / ONE PHOTOGRAPH
Wiadomości - archiwum / News - archive
2005/05/19
Wystawa "Kwadrat"
Projekt "Kwadrat" w Galerii 2piR 2005-5-17 część 1/1 Galeria 2piR zaprasza w piątek, 20 maja 2005 roku na wernisaż wystawy projektu przygotowanego przez Ireneusza Zjeżdzałkę zatytułowanego "Kwadrat". W projekcie uczestniczą: Stanisław Woś, Leszek Żurek, Jerzy Chaberek, Jerzy Łapiński oraz Wojciech Wilczyk.
Co może wyniknąć z "Kwadratu"?
Wystawa "Kwadrat" przygotowana przez Ireneusza Zjeżdżałkę jest fragmentem jego pejzażu fotograficznego oraz rezultatem zmysłu krytycznego, gdyż jako redaktor "Kwartalnika Fotografia" ma pewien wpływ na kształtowanie się najnowszego oblicza fotografii.
Co sugeruje tytuł wystawy?
Raczej nie jest odniesieniem do mistycznej twórczości Kazimierza Malewicza, do której już w początkach powstania doktryny suprematyzmu trudno było nawiązać. Można było ją powielać lub się jej przeciwstawić, bądź zakwestionować, jak zrobił to na początku lat 20. XX wieku Władysław Strzemiński. Jednak jeden, a może dwóch uczestników tej wystawy, choć nie wprost, sięga do tradycji malewiczowskiego czarnego kwadratu. W koncepcji Zjeżdżałki istotne jest specyficzne fotografowanie związane z tzw. średnim formatem zdjęć (6 x 6 cm), co zapewnia im charakterystyczne walory wizualne.
Co na tej wystawie prezentują fotografowie?
Stanisław Woś - adoracja tajemnicy
Każda wystawa ma swego mistrza, lidera - kogoś, kto wskazuje na przeszłość i wytycza przyszłość. Nawet w tradycyjnej fotografii, która w mniejszym stopniu ulega nowości. Tak się stało, że dla wielu fotografów poszukujących zasad sztuki o unikatowym charakterze, zbliżającej się do grafiki lub dzieła malarskiego, twórczość Staszka Wosia staje się jednym z głównych wyznaczników. Drugim jest bardziej nostalgiczna i sięgająca do fotografii dziewiętnastowiecznej twórczość Pawła Żaka. Woś nie poszukuje tajemnicy, wie, że możemy poznać, jak pisał to Martin Heidegger, jej kształt, zarys, możemy ją adorować i temu właśnie służy fotograficzna, a także malarska twórczość Wosia. Jego koncepcja fotografii wywodzi się w dużej mierze z estetyki i doświadczeń malarstwa Marka Rothko i Stanisława Fijałkowskiego a znalazła swe potwierdzenie w dyskusjach z Andrzejem Strumiłłą, który mieszka niedaleko Suwałk. Staszek Woś prezentuje nowe prace, w których stosuje wypracowaną przez siebie technikę. Na ich temat napisał do mnie: "Są to bowiem fotografie z mojego wypadu do Wilna w kwietniu 2002 roku, byłem tam w okresie Wielkiego Tygodnia [...] i w takim czasie, przed tegoroczną Wielkanocą obrazy te ze sobą łączyłem tak by zaakcentować nastrój właściwy temu czasowi i temu miejscu.... Wielokrotne ekspozycje, sandwicze, przenikania oraz kolorystyka sepiowa to najkrócej mówiąc formalna strona tych prac. Kwadrat pasuje mi, ponieważ w kwadratowych formatach robiłem te zdjęcia (6 x 6 cm) i takie rozwiązanie jest jak najbardziej naturalne." W tych realizacjach po raz kolejny udało mu się nawiązać do tradycji abstrakcji geometrycznej, co jest niezmiernie trudne, prawie niewykonalne, ponieważ artyści w nieskończoność powtarzają formy wizualne znane z okresu międzywojennego, przede wszystkim z kręgu Bauhausu i konstruktywizmu rosyjskiego. Woś w dalszym ciągu rozwija swój styl, wciąż tworzy prace na ten sam temat i są to prace bardzo przekonywujące.
Leszek Żurek - intymne wspomnienia z dzieciństwa
Byłem świadkiem narodzin talentu artystycznego Leszka Żurka, którego na początku interesowała przede wszystkim fotografia z lat 50. i 60. XIX wieku. Praktycznie znam jego wszystkie prace wystawowe, których jest co prawda niewiele, ale były one, jak na prace dyplomowe, wykonane na zadziwiająco wysokim poziomie artystycznym. Żurek swe zainteresowania z wielkim wyczuciem i poczuciem smaku artystycznego przeniósł do piktorializmu - zarówno tego historycznego jak i o najnowszym obliczu. Nie boi się wspominać o swych inspiracjach - Wosiu i Żaku, ale jego twórczość przesunęła się w kierunku prac o onirycznej atmosferze, czasami z elementami niepokoju, może nawet zagrożenia. Wspomnienia z dzieciństwa nakładają się na najnowsze wyobrażenia z życia jego kilkunastoletniego syna. Istotnym elementem prac Leszka Żurka jest powtarzalny, ale tylko częściowo widoczny, fragment zniszczonego negatywu, który bardziej działa na naszą podświadomość niż jest określoną formą. To chwyt po części filmowy, po części stosowany przez surrealistów, którzy wiedzieli, że można ożywić naszą wyobraźnię za pomocą archetypowych form, często ukrytych przed naszym postrzeganiem.
Jerzy Chaberek - mitologia i archetypy
Prace tego młodego artysty oglądałem po raz pierwszy. Wykazują one również wpływy Stanisława Wosia! Jest to znak, że upowszechniła się fotografia zgrafizowana, o określonym typie nostalgicznego piękna i że w realizacjach Wosia jest nie tylko określona wizualizacja, ale także wysublimowana atmosfera duchowa, do której pragną nawiązywać coraz to nowsi adepci fotografii. Jedna z prac Chaberka ukazuje janusowe oblicze jego charakteru (?), a może on sam tak na siebie spogląda. Inna przedstawia portret dziecka ujęty w ramę. Autor zmusza widza do zastanowienia się nad tym czy nie jest to przypadkiem jego odbicie w lustrze. Spojrzenie na własne dzieciństwo przekracza ramy realistyczne i staje się fantasmagorią. Koncepcja fotografii Chaberka ma romantyczną proweniencję o charakterze raczej literackim (Lewis Caroll) niż fotograficznym. Tworzy on prace bardzo wyrafinowane , pojawia się jednak pytanie czy potrafi utrzymać ten doniosły ton wypowiedzi, w którym jak w lustrze odbijają się jego zarówno marzenia, jak i wspomnienia.
Jerzy Łapiński - klasyczny modernizm, ale jaki?
Fotografie Jerzego Łapińskiego nie są często pokazywane w polskich galeriach fotograficznych. Pamiętam jego fotografie z lat 80. XX wieku, które w odróżnieniu od nowszych prac, wykazywały zdecydowanie większy wpływ koncepcji "fotografii ulicznej", jaką uprawiał także Andrzej Brzeziński i grupa fotografów wystawiających w warszawskiej galerii "Hybrydy". Ale obecna twórczość Jerzego Łapińskiego jest inna. Bardziej sięga do tradycji grupy f. 64, przede wszystkim z jednej strony do prac Anselma Adamsa i Edwarda Westona, a z drugiej - do polskiego piktorializmu, czy precyzując - jego kontynuacji. Przypominają mi się np. pejzaże tatrzańskie z lat 50. - 70. Henryka Hermanowicza. Nie wiem czy Łapiński je widział, nawet jeśli tak, to myślę, że fotografowanie obłoków chmur i pejzażu górskiego jest określonym typem pracy duchowej, mającej na celu wniknięcie w formę obiektu. Czy nie jest to fotografia zbyt zachowawcza a nawet konserwatywna? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na takie pytanie, ale takie wątpliwości muszą się pojawić. Dotyczyły one także fotografii Roberta Mapplethorpe'a, gdyż zarzucano im "konserwatyzm" formy. Na temat swych fotografii Jerzy Łapiński napisał do mnie: "Po dwudziestu pięciu latach fotografii "ulicznej", fotografii produktów kultury cywilizacji, której efekty nazwałem "Miastobrazami", zapragnąłem fotografować ład porządek, spokój. Trochę jakby zamieniły się pojęcia Natury i Kultury, w moim mniemaniu to właśnie miasto jest Naturą, dziką i nieobliczalną, niepoddającą się uporządkowaniu, a spokojną Kulturą jest krajobraz. Może to oznaka czasu a może znudzenie tym, co bezsensownie(?), robię od dwudziestu pięciu lat."
Wojciech Wilczyk - socjologiczny ironista?
Patrząc na obecne prace Wojciecha Wilczyka zastanawiam się, czy jest to epizod w jego fotograficznym życiorysie, czy zwrot ku innej formie dokumentu. Autor - znany poeta i krytyk sztuki ? do tej pory znany był z czarno-białych prac z początku XXI wieku opowiadających w subtelny sposób o Śląsku. Była to próba reinterpretacji jego wizerunku powstała na kanwie dokonań zarówno Marka Gardulskiego, Zofii Rydet z początku lat 60., jak i chłodnego obiektywizmu Becherów.
Obecnie zaprezentował ironiczne kolorowe zdjęcia, odwołujące się zarówno do stylu Wojciecha Prażmowskiego, jak też (co może wydać się paradoksalne) do prac Krzysztofa Zielińskiego. Wilczyk bliższy jest Prażmowskiemu, ponieważ przedstawia absurdalność i egzotykę Polski z początku nowego stulecia. Ale w przypadku ironii istnieje niebezpieczeństwo przekroczenia granicy karykatury i, podobnie jak w przypadku malarstwa Jerzego Dudy-Gracza, zamiast rubasznego śmiechu musi pojawić się pytanie o funkcje sztuki, a w tym przypadku - groteski, która jest bardziej wysublimowaną formą niż karykatura. Nie twierdzę, że prace Wojtka Wilczyka są karykaturą, choć do takiej formy się przybliżają. Wszystko zależeć będzie od tego, czy autor powróci do koncepcji nostalgicznych fotografii czy też będzie poszukiwał ironicznego komentarza rzeczywistości, jak czyni to w swej prozie Janusz Anderman w cyklu opowiadań "Fotografie" .
Podsumowanie
Co może wyniknąć z wystawy? W dalszym ciągu wzrasta rola Stanisława Wosia oraz pojawiają się nowe talenty fotograficzne (Leszek Żurek). I, co mnie dodatkowo cieszy, w końcu mogę poznać nowe, nieznane mi postaci z fotografii polskiej (Chaberek). Ekspozycja ta przypomina także prace osób, które nie miały szansy na częste prezentowanie swych dokonań (Jerzy Łapiński), czy pełnią ważną rolę opiniotwórczą (Wojciech Wilczyk). Nie ma nic gorszego niż operowanie wciąż tymi samymi nazwiskami w różnych konstelacjach artystycznych czy problemowych, co jest najczęściej - niestety - spotykaną praktyką kuratorską w Polsce. Wydaje mi się, że ekspozycja ta spełnia wszelkie kryteria, aby okazać się interesującą wystawą. Wiele zależy od innych aspektów, związanych z samym wystawiennictwem. To wystawa bez programowych hierarchii, wynikła z autentycznego zainteresowania aktualną fotografią, która w ramach dokumentu, ale i grafizacji poszukuje swego spełnienia.
Krzysztof Jurecki
Wernisaż projektu Kwadrat odbędzie się w piątek 20 maja 2005 roku o godzinie 16 w poznańskiej Galerii 2piR (ul. gen. Tadeusza Kutrzeby 10).
Wystawa otwarta będzie do 20 czerwca 2005 roku.
Wystawa prezentowana jest w ramach IV Biennale Fotografii w Poznaniu.
2005/01/31
Johan Georg Pincel/Pinzel (?)
Proszę popatrzeć na materiał przedstawiający prace tajemniczego rzeźbiarza Johana Georga Pincla/Pinzla, które miałem możność dokumentować:
Please look at the story on works of mysterious sculptor Johan Georg Pincel(Pinzel) which I had an opportunity of documenting:
2004/11/10
2 x Łapiński

2 x Łapiński
Najnowsza wystawa w warszawskiej Green Gallery to szczególna prezentacja. Składa się na nią 11 czarno-białych fotograficznych pejzaży Jerzego Łapińskiego seniora oraz 6 czarno-białych fotografii różnych, ale połączonych mianownikiem wspólnej wrażliwości Jerzego Łapińskiego juniora. Ojciec i syn. Dzieli ich 30 lat w życiorysach a łączy ponad 100 lat fotografii.
Jerzy Łapiński senior - autor wielu znakomitych fotografii, które prezentował na licznych wystawach krajowych i zagranicznych. Ukończył Instytut Poligrafii Politechniki Warszawskiej, uczył fotografii na Wydziale Grafiki warszawskiej ASP. Jego fotografie znajdują się w kolekcjach instytucji i osób prywatnych w Polsce, Czechach, Niemczech, Szwecji oraz USA. To fotograf, jak to mówią czarno-biały, arystokratyczny. Fotografuje świadomie i konsekwentnie nadając prostocie swojego widzenia wymiar sztuki z najwyższej półki. Świat postrzegany kątem oka, dla innych niezauważalny, nagle w obiektywie jego aparatu staje się naszym punktem widzenia i rozumienia rzeczywistości. Jerzy Łapiński senior to też przyjaciel wielu fotografów i to w rozumieniu najintymniejszym, bo nadający sztuką kopiowania ostateczny blask ich fotografiom.
Jerzy Łapiński junior - fotograf na początku drogi. Wziął od ojca to, co najlepsze z warsztatu i tworzy swoje fotografie równie konsekwentnie, jak i niezależnie. Studiuje fotografię na Wydziale Fotografii PWSFiTV w Łodzi oraz w Warszawskiej Szkole Fotograficznej. Jest ciekawy świata, szuka swojego języka wypowiedzi fotograficznej próbując różnych form i tematów. Wystawa w Green Gallery jest jego debiutem wystawienniczym.
Wystawę „2 x Łapiński” będzie można oglądać w dniach 19 listopada do 12 grudnia 2004 roku
Iza Wojciechowska
2
003/12/12
Jerzy Łapiński - Zbiory - Krajobrazy / Collections - Lanscapes
Fotografie Jerzego Łapińskiego są na pierwszy rzut oka bardzo proste.
Wykonywane systematycznie, łączone w serie, które autor nazywa zbiorami, zawierają rodzaj niedopowiedzianej nieskończoności.
Dzieje się to zarówno w jego od lat wykonywanych zdjęciach w mieście, rejestrujących z dociekliwością badacza bogactwo szczegółów zawartych w zwykłych przedmiotach, w potocznych i rutynowych zachowaniach ludzi, jak i w utrwalanym od lat pejzażu, zwykle okolic górskich np. ukochanych przez niego Sudetów i Karkonoszy.
W przypadku zdjęć krajobrazowych nieskończoność ta jest osiągnięta przez dyscyplinę kompozycji całego kadru, a w większości przez wyeksponowanie nieba. Nieba, na którym pozornie tylko nic się nie dzieje. Szarość obłoków i ich delikatna różnorodność wzmagają poczucie przestrzeni – tego elementu decyzyjnego w budowaniu pejzażu właśnie.
Jerzy Łapiński swoje fotografie wykonuje również nie tylko wtedy, gdy obmyśla, starannie dobiera kolejny fragment w terenie naciskając spust migawki aparatu, ale wtedy gdy wykonuje te zdjęcia sam, w sensie dosłownym, w samotności pracy laboratoryjnej.
Przez lata bezpośredniej i świadomej praktyki posiadł ogromną wiedzę na temat wydawałoby się najprostszy: jak powinna wyglądać perfekcyjnie wykonana odbitka.
Tak, więc zarówno koncept jak i wykonanie są ze sobą nieodłącznie związane. Fotogeniczność zdjęć Jerzego Łapińskiego stanowi o nawiązaniu do tradycji fotografii, do tej jej podstawowej i uniwersalnej zdawałoby się zasady czystej rejestracji wybranego świadomie fragmentu rzeczywistości. Konsekwencja, z jaką fotografuje od lat w taki właśnie sposób, decyduje o ponadczasowości tych prac. Nie odbiera im aktualności, pozwala do nich wracać po latach. Zachowują bowiem te zdjęcia wszystkie walory, które decydują o wartości, uroku i sile oddziaływania fotografii. Sztuce nie tylko widzenia, ale i dostrzegania.
At first sight photographs of Jerzy Łapiński seem to be very simple. He makes them systematically combining them together into series that he calls collections. These pictures contain a kind of understated infinity. It applies equally to his city photographs, he has been taking since many years, in which he registered wealth of details present in common things or in daily and routine behaviour of people and to his landscape pictures taken usually in mountain areas, e.g. in his beloved Sudety and Karkonosze Mountains. In case of the landscape pictures this impression of infinity is achieved by very disciplined composition of non-cropped frame in which he mostly emphasizes a sky part of the image. Apparently there's nothing happening in this sky. Grayness of clouds and their delicate diversity increases feeling of space, which is a decisive element in building the landscape composition.
Jerzy Łapiński creates his photographs not only when he is choosing carefully a next fragment of landscape and pressing a shutter - he also produces these pictures literally, in solitude of his darkroom. Through years of conscious, hands on practice he gained huge knowledge about seemingly simple subject of perfectly executed photographic print. This way an idea and its realization are linked together inseparably. Photogenic character of the photographs of Jerzy Łapiński is a testimony to the artist's respect for the tradition of photography, for its basic and seemingly universal principle of straight registration of a consciously selected fragment of reality. The fact that Łapiński has been consistently since years photographing in such a way endows his photographs with timelessness. It does not deprive them from being timely since these pictures posses all the features that decide about value, magic and impact of photography that is an art not only of looking but also of seeing.
Marek
Grygiel, Warszawa, 17 XI 2003
2003/11/18
Tomasz Tomaszewski - Prezent
Instalacja Tomasza Tomaszewskiego zaproponowana przez Tadeusza Rolke nie nosi znamion tradycyjnie rozumianej wystawy. Jest to raczej łagodna prowokacja skierowana zarówno do odbiorców jak i do twórców fotografii. Tomasz Tomaszewski, jeden z najbardziej znanych polskich fotografów, mający w swoim dorobku szereg prezentacji i wydawnictw albumowych, od razu przystał na tę propozycję upatrując w niej okazję do postawienia istotnych pytań o sens fotografii, szczególnie teraz, gdy przechodzi ona dosyć zasadnicze przeobrażenia zarówno pod względem technologicznym jak i w obszarach estetyki czy filozofii. Fotografowanie stało się w ostatnich latach niewiarygodnie powszednie, etos fotografa, nie tylko artysty, ale i świadka otaczającej nas rzeczywistości uległ wyraźnej erozji. Jesteśmy zalewani milionami zdjęć, żyjemy w świecie niesamowitej inflacji obrazów zapisywanych i utrwalanych na niespotykaną dotąd skalę.
Tomasz Tomaszewski przekazując w podarunku tysiące swoich diapozytywów Jerzemu Łapińskiemu, swojemu przyjacielowi, również fotografowi, chciał być może tym gestem podzielić się z nim gorzką refleksją nad kondycją współczesnej fotografii. Jednocześnie przekazał je we właściwe ręce – tak jakby przekazywał fragment samego siebie – bowiem w tych setkach slajdów zawarty jest przecież bardzo istotny i ważny fragment jego własnej twórczości, własnego życia. Prezent, jaki otrzymał przyjaciel jest czymś więcej niż tylko pomysłowym gadżetem – stolikiem w living - roomie mającym wprawiać w osłupienie ewentualnych gości. Dla Tomaszewskiego dom jest przestrzenią niezwykle istotną, miejscem, w którym najczęściej ma się do czynienia z czymś, co, jak twierdzi, dawniej nazywało się rodziną. Interpretacja tego gestu może być wielopoziomowa, może rozciągać się na coraz bardziej dezintegrowane środowisko fotograficzne. Przekazując tak osobisty prezent, zaprasza jednocześnie do dyskusji, która pozwalałaby zdefiniować miejsce fotografii w tej trudnej, niezbyt przyjaznej, pozbawionej zwykłego ludzkiego ciepła atmosferze zdobywania wszystkiego za wszelką cenę i bez liczenia się z czymkolwiek.
Taki rodzaj rozmyślania o tym niewielkim szklanym przedmiocie wypełnionym ogromną masą zapisanych kawałków świata w postaci małych diapozytywowych prostokącików, które najprawdopodobniej nigdy nie będą wykorzystane bezpośrednio, jest jednym z wielu możliwych do akceptacji. Ale przecież nie jedynym.
Ta potencjalna wielopoziomowość interpretacji tego gestu i przedmiotu stanowi o jego symbolicznej prostocie a zarazem o sile oryginalności.
Czasami zdarza się tak, że nie końcowe dzieło, a rodzaj intuicji objawiającej się w jakimś świadomym, nawet prywatnym działaniu, pozwala odkrywać nowe horyzonty, których istnienia nie bylibyśmy w stanie przewidzieć. Prezent Tomka jest w takim razie nie tylko trochę niezwykłą, symboliczną, niespodzianką dla przyjaciela – jest nią również dla nas wszystkich, którym fotografia i jej przyszłość nie może pozostać obojętna.
An installation of T.T. whose presentation in the Mała Galery was suggested by T. R. does not posses qualities of traditionally understood exhibition. It is rather a gentle provocation aimed equally at receivers and makers of photography. Tomasz Tomaszewski, one of the best known Polish photographers who has in his curriculum vitae many presentations and published albums, has agreed for this proposition without anz hesitation expecting it to be a good opportunity to pose essential questions about the sense of photography, which is especially vital now, when photography undergoes technological, aesthetical and philosophical metamorphoses. Photographing has became recently an incredibly popular activity; the ethos of a photographer who is not only an artist but also a witness to surrounding us reality, has eroded considerably. We are being flooded by millions of photographs, we live in the world of unbelivable abundance of pictures registered and recorded on unprecedented scale.
Perhaps Tomasz Tomaszewski giving thousands of his transparencies to his friend, Jerzy Łapiński, also a photographer, wanted to share with him his bitter reflection upon the state of contemporary photography. At the same time he puts them into the right hands - as he would be giving a fragment of himself - since these transparencies contain very essential and important fragment of his own work and of his own life. A gift received by the friend is something more than only an ingenious gadget - a small living room table that is supposed to astonish astonish possible visitors. For Tomaszewski a house is a very important space, a place in which we mostly deal with something that, as he says, used to be called a family. An interpretation of this gesture may have many levels and to spread to a continously disintegrating photographic milieu. Tomaszewski giving such personal gift invites us to take part in discussion that would help to define the place of photography in this difficult, not very friendly, devoid of simple humane warmth atmosphere of succeding in everything for every price and without giving any consideration to anything.
This kind of reflecting upon this small glass object filled with huge mass of recorded pieces of the world in a form of small rectangular transparencies, which most probably will never be used directly, is one of many that can be accepted. But it is not the only one.
This potential multi-layer character of interpretation of this gesture and this object accounts for its symbolic simplicity and, at the same time, for the strength of its originality.
Sometimes it happens so that not the completed work but the kind of intuition revealing itself in some conscious, even private activity, allows to discover new horizons, existence of which we would not even foresee. Te gift of Tomek is then some out of ordinary, symbollic surprise for his friend - as it is also a surprise for us all, whom photography and its future cannot leave uncommited
Marek Grygiel, Warszawa, 17 XI 2003
2003/08/31
Kto zna tę kobietę? / Does anybody know this woman?
CIEMNIA DARKROOM FOTOLABORATORIUM PHOTOLABORATORY GALERIA GALLERY HOME LINKI / LINKS NEWS NEWS ARCHIWUM ARCHIVE USŁUGI SERVICES